IMG_7971

Nasi mali WIELCY bohaterowie

 

W sezonie niewiele jest takich weekendów, które spędzamy w Warszawie. Lubimy swoją wieś, swój drugi dom. Tam odpoczywamy. Mamy przestrzeń, której w stolicy nam najbardziej brakuje. I świeże powietrze, ogień w piecu, zawsze brudne buty. Ładujemy baterie na cały tydzień, nawet tygodnie. Znasz, to, pewnie też masz takie miejsce. Gdzie jest po prostu dobrze i czujesz, że żyjesz. Że potrafisz lepiej oddychać i dłużej pić kawę.

Są jednak sprawy, które zatrzymują nas w stolicy. Wykorzystujemy efektywnie każdą jedną sekundę, by pobyć razem i świetnie się przy tym bawić, włączając w to szereg atrakcji. Zgodzę się, siedzenie w chacie też może być fantastyczne. Wiadomo, budowanie domku z kocy i poduszek, puzzle, gry planszowe rozwijają, uczą kreatywności, bawią, pozwalają poznać siebie, mogę wymieniać, ale póki wiadrami się z nieba nie leje, ani mróz siarczysty nie chycił – korzystamy z atrakcji poza domem.

Ubiegła sobota była planowana z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.  Na Stadionie Narodowym organizowana była impreza "Mali Bohaterowie Narodowego". Niezwłocznie po pojawieniu się na blogu Mamy, ruszamy (podczytuję, obserwuję, lubię), informacji, że bieg milusińskich się odbędzie wiedziałam, że musimy tam być. Raz, że nigdy nie byliśmy jeszcze na narodowym, dwa, mieć swój własny medal to jest dopiero COŚ. Zapisałam Grochy na Bieg Bąbla (Leo, rocznik 2012) i Krasnala (Pola, 2011). Dzieci obserwują nas bezustannie, kto je ma ten wie. Chcą robić, to co rodzice, ubierać się jak rodzice, mówić jak rodzice, etc. Dopóki chcą nas naśladować w pozytywnych sytuacjach to ok, pełen luz i zgoda. Gorzej kiedy klocki nie chcą się połączyć, kredka wyszła za linię, łyżka nie trafiła do buzi, i wtedy pada któreś ze słów. Tobie bardzo dobitnie wychodzi zaakcentowanie każdego eRRR, kiedy inny kierowca zajeżdża Ci drogę i to niepotrzebne a jednak niezbędne "ku&^%$a!" pada. One eRRR jeszcze nie mówią (zazwyczaj), ale dokładnie wiedzą jak i kiedy to powtórzyć, żeby zabrzmialo i żebyś się zmarszczyła. Niewiele trzeba i bach, uczeń przerósł mistrza. Takie to proste.

IMG_7904

Na szczęscie łapią też pozytywne reczy. I to cieszy nabardziej.

Biegamy. Monżu łapie bakcyla, ja znacznie częściej, a dzieci bacznie się nam przyglądają. Ostatnio doszło do tego, że każdą jedną naszą nieobecność w domu tłumaczą stwierdzeniem "Mama/Tata poszła/poszedł biegać?". Fajnie, nie? Weszło nam w krew. Im też wejdzie, mam nadzieję. Jak nie bieganie, to każda jednak aktywność. Obym tylko na dywaniku u dyrektora nie musiała się regularnie pojawiać. Znacznie bardziej podoba mi się sportowa wersja rodziców, niż oglądanie wkurzonej matki polegującej na kanapie świdrującej.. palcem po kanałach (oszTy, ja tu o pilocie przecie). Pewnie, jak każdy czasem mam ochotę zapuścić korzenie przed tv, obejrzeć wszystkie Klany i Wspaniałe stulecia, przeplatać to Chirurgami i tvn-owskimi wytworami. Lubię, nie powiem. Poza tym, że się zajarałam sportem, fitnessem, whatever, niemożebnie, to nadal pozostaję człowiekiem, nadal pozostają babką z pms-em. I mam z tego przyjemność, kiedy robię to rzadko. W przeliczeniu godzina serialu, to średnio jakaś dyszka w terenie. Wybór jest prostszy, niż prosty, prawda?

Jest to tym fajniejsze, że dzieci dają nam odczuć, że to co robimy jest fajne, że One też tak chcą. Pola wielokrotnie potwierdzała, że jak będzie duża to też będzie biegać, że będziemy biegać razem. Był plan – zapisać Je w biegu z medalami. Bieganie bieganiem, ale jednak gadżety motywują i rajcują. Szczególnie, kiedy masz kilka lat, każda bajka, reklama zabawki woła "musisz mnie mieć!". A taki "wybiegany" medal to już total wypas. O ile Polczysława (You know, 4,5 roku to już prawie dorosłość) świetnie rozumiała ideę rozgrzewki, oddalenia się od rodziców i sam bieg (kierunek, prędkość), o tyle Leo miał focha na wszystko. Całe szczęście, że nie oponował na starcie. Po głośnym START porzucił Pana Focha i pięknie parł do przodu dzierżąc moją dłoń. Te ok. 100 metrów pokonane z trzyletnim młodym sportowcem (będę pielęgnować, zachęcać i motywować, amen) to było naprawdę COŚ. Profesjonalny medal założony na szyję małego zwycięzcy był fantastyczną nagrodą wieńczącą trud trasy. Nosz piernik, w końcu łatwo nie było! Presja otoczenia, niemała konkurencja, oczekiwanie na mecie bliskich. Duma nas rodziców rozpierała aż po koniuszki palców. Nie będę udawać, nadal trzyma.

 

 IMG_7932

IMG_7928

Półtorej godziny później pobiegła Pola. Jest grafik wydarzenia, dopasowujemy się, choć byłoby nam jednak bardziej na rękę, gdyby Pola pobiegła wcześniej niż 6 turze. Co zrobić! Poszło szybko i sprawnie: przejście przez płytę stadionu, pożeganie z rodzicami, krótka piłka, rozgrzewka i odliczanie od 10 w tył. Dobrze, że ta rola nie przypadła mnie (na pewno bym pomyliła kolejność). Sru. Czas start. Pobiegli. Z impetem godnym zawodowego sprintera. Miałam kręcić film q-pamięci, ale gdzie tam, nie było najmniejszych szans, emocje wzięły górę. Wyłam jak norka, widzące moje małe pierworodne i szybkie dziecię, moją różową dumę (i damę też). Rodziców obok w piernik, wyglądają w poszukiwaniu swoich pociech, a ja tu wyję, no wstyd, kurka. Dzieci już przy mecie, biegnę i ja. Z torbą gigant na ramieniu (znasz to, t-shirty na zmianę, tysiąć litrów wody, naleśniki, wafle ryżowe, kalarepa, pomadka, parasolka, porftel; zawsze coś, zawsze za dużo i jednocześnie za mało). Jestem. Pola odbiera medal, drugi medal o smaku czekoladowym, wodę i danonki. Full pakiet. Zauważa mnie, witamy się i ściskamy. Nie umiem przestać Jej głośno chwalić. Tak bardzo się starała, tak bardzo gnała do przodu, moja mistrzyni. Gratulacjom nie ma końca. Jest moc!

 

IMG_7958

IMG_7966

Co to dla mnie znaczy? Utwierdza mnie w przekonaniu, że to co robię nabiera jeszcze większego sensu.  Każde wyjście z domu, kiedy pytają "idzies biegać?". Każde jedno obucie adidasów, czy gaci sportowych i ta pewność "mama posła na siłownie, nie wies?".  Ktoś mi powie, że to nic, wymysł, wybryk, strata czasu. Dla mnie, dla nas to bardzo dużo. Przykład idzie z góry. Mamusia z tatusiem, którzy każdą wolną chwilę spędzają z pilotem w ręku zajadając się tuzinem E w chrupkach mogą mówić, że sport jest ważny, że trzeba, że wypada. Wypada też być wiarygodnym Drogi Rodzicu.

Jak wrażenia? Było fenomenalnie! Organizacja na piątkę z plusem! Wszystko klarowne. Tu odbiór pakietów, tu wejście na płytę stadionu, zero tłumów, przepychanek. Dzieci opuszczały stadion z uśmiechem na twarzy i medalem na szyi. Warto było! Gorąco zachęcam do udziału w tego typu wydarzeniach.

 

DSC_0162

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *